Jazz Cafe

Tomasz Stańko i Simple Acoustic Trio
Fot. Grace Wychowanska

Tomasz Stańko i Simple Acoustic Trio
Jeśli ktoś chociaż trochę interesuje się muzyką jazzową wie, kim jest Tomasz Stańko. Najbardziej chyba rozpoznawalny Polski muzyk na świecie, niejednokrotnie nazywany następcą wielkiego Milesa Davisa, artysta charakterystyczny, kompozytor, wirtuoz trąbki, ikona polskiego jazzu. Epitety można mnożyć w nieskończoność. Jeśli ktoś miałby ochotę zapoznać się z postacią tego niezwykłego trębacza, zapraszam serdecznie na jego stronę internetowa www.tomaszstanko.com oraz do wysłuchania jego płyt. Towarzyszył mu zespól niezwykły, w składzie: Marcin Wasilewski-piano, Sławomir Kurkiewicz- bas, Michał Miśkiewicz- perkusja. Poznali się w szkole.  Grają ze sobą już od 1990 roku, zaczynając od nazwy Simple Acoustic Trio a ostatnio również jak Marcin Wasilewski Trio. To trzech wybitnie utalentowanych muzyków.

Muzyków nietuzinkowych, mistrzów swoich instrumentów.Najbardziej charakterystycznym muzykiem tego trio jest Marcin Wasilewski, który w ostatnich latach zdobywa coraz większe uznanie w Polsce i na świecie, czego dowodem może być ostatnio przyznana mu nagroda Fryderyka 2009 jako Jazzowego Muzyka Roku.  Jego płyta „January” wydana pod nazwą Marcin Wasilewski Trio w 2008 roku stała się wydarzeniem na rynku muzycznym i zdobyla Fryderyka 2009 jako Jazzowy Album Roku. Warto zapamiętać to nazwisko, bo to jest dopiero początek wspaniałej kariery tego młodego muzyka.
Jednak moje serce w tym składzie (jak to najczęściej ze mną bywa) skradła sekcja rytmiczna, czyli Kurkiewicz - Miśkiewicz. To genialni muzycy, którzy podczas koncertu w Rotterdamie 9 maja przykuwali moja uwagę bardzo skutecznie. Sławek Kurkiewicz potrafi wyczarować na swoim basie niezwykłe dźwięki, tworzyć tło melodii a jednocześnie prowadzić linię melodyczną, wycofywać się na odległy plan a mimo to być nieustannie obecnym.  Lider tego kwartetu pozostawił bardzo dużo przestrzeni dla perkusji, instrumentu często traktowanemu nieco „po macoszemu”. W czasie występu w Lataren/Venster,  Michał Miśkiewicz wielokrotnie dawał popis swoich umiejętności a tych temu wspaniałemu muzykowi nie brakuje. Jego styl porównywany jest w światowych recenzjach ze stylem, który prezentuje Jack DeJohnette, co na każdej szerokości geograficzno-muzycznej jest największym komplementem dla perkusisty. Michał w wyjątkowy sposób buduje nastrój, sprawnie wydobywając wszelkie efekty dźwiękowe, jakie można z zestawu perkusyjnego wydobyć.
Free jazz
Po koncercie, przy lampce wina, rozwinęła się bardzo interesująca rozmowa na temat tego, co można było usłyszeć. I tutaj doszłam chyba do sedna sprawy. Rozmawiałyśmy o tym samym koncercie a mimo to można było odnieść wrażenie, ze siedziałyśmy w trzech rożnych salach koncertowych gdzie występowali rożni muzycy! I to jest właśnie ta właściwość jazzu, która kocham najbardziej. Wolność. Wolność grania, ale i interpretacji, odbioru. Według krytyków a i samych muzyków, to, co można było usłyszeć na koncercie kwartetu to tzw. free jazz. Co to tak naprawdę oznacza? Według encyklopedii:
„Free jazz – nurt w jazzie nowoczesnym, który powstał i rozwinął się w latach 60-tych dwudziestego wieku. Nazwa pochodzi od tytułu płyty Ornette’a Colemana  „ Free Jazz” z 1960 roku. Temat w utworze freejazzowym to zwykle zaledwie kilka nut. Zamiast swingu, jak we wcześniejszych formach jazzu, w jazzie free mamy kaskady dźwięków instrumentów prowadzących za sobą nieustanną interakcję. Wbrew obiegowym opiniom free jazz nie ma nic wspólnego z chaosem muzycznym. Wymaga on od muzyków wirtuozowskich umiejętności, doskonałego porozumienia, dogłębnej znajomości każdego elementu jazzu.”  
Jam session jest najlepszym tego przykładem. Wspólne granie na podstawie jednego tematu, bez wcześniejszych ustaleń, uzgodnień, podążanie za intuicją muzyczną współgrających, niezwykle uważne słuchanie siebie nawzajem, wymiana pomysłów, zgadywania kolejnych kierunków, umiejętność podążania za następną wskazówką. To ogromnie fascynujące, obserwować muzyków, którzy mają odwagę eksperymentować w ten sposób na oczach widowni. Jest to niezwykle przeżycie, ale czai się w tym i sporo pułapek. Jak mówił w wywiadzie dla pisma „Machina” w 2006 sam Tomasz Stańko: „ Free jazz powinno sie szanować, ale jak sie go używa, jest niebezpiecznie. Muzyka bez kontroli może stać się nudna i zła. A równocześnie free jazz to czysta sztuka. Czyli najlepiej go kochać, ale mniej go grać. Od początku, grając czystą muzykę free, dążyłem do tego, by ten chaos ulegał samoorganizacji.”

Jak widać niebezpieczeństw jest dużo, ale jakie są zalety free jazzu dla słuchacza? Podkreślam- dla uważnego słuchacza! Dla mnie fakt, że w czasie słuchania takiej muzyki nic nie jest narzucone. Mamy pełną dowolność. Kiedy wyszłam z sali zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie pamiętam ani jednego dźwięku, który zagrał pianista Marcin Wasilewski a trąbka Tomasza Stańko tak naprawdę poruszyła moje zmysły dopiero w utworze na bis czyli w „Kołysance Roosmary”, jednym z najbardziej na świecie znanych tematów filmowych z obrazu Romana Polańskiego  pt. „Rosmary’s baby”. W czasie koncertu w Rotterdamie głównym instrumentem dla mnie była perkusja. Mimo woli skupiałam się nad każdym dźwiękiem, uderzeniem, dotknięciem talerzy, podążając za rytmem, który nadawał kolejnym utworom perkusista. Obserwowanie interakcji miedzy nim a basistą sprawiało mi niewiarygodną frajdę! To tak jak obserwowanie nadzwyczajnie interesującej dyskusji miedzy dwiema bardzo interesującymi osobami. Aby zrozumieć taką konwersacje trzeba uważnie śledzić wymianę zdań a takie granie, to nieustanna rozmowa miedzy muzykami i ich instrumentami. Rozmowa, której treść można dopasować do swoich emocji w danej chwili, do swoich osobistych doświadczeń, dostosowując do własnych potrzeb. Formę narzucają nam artyści, ale jeśli pozwolimy sobie na podążenie za nimi, możemy przeżyć bardzo ciekawą muzyczną podroż. Ja skupiłam się na sekcji rytmicznej i to te dwa instrumenty były dla mnie najbardziej słyszalne. Za to inni zdawali się basu nie słyszeć wcale, bo wsłuchiwali się jak zahipnotyzowani w dźwięki trąbki Tomasza Stańko. Inni jeszcze nie mówili o niczym innym tylko o fascynującej grze pianisty Marcina Wasilewskiego. Tak jakby, na scenie obecny był tylko fortepian. Gra tego kwartetu jest niezwykle spójna. Tam nie ma gwiazdy, zdecydowanego lidera, niekończących się solówek muzyka, którego nazwiskiem firmuje się cały koncert. Ich istnienie na scenie jest istnieniem bardzo spójnego, perfekcyjnie działającego organizmu, w którym każdy organ ma bardzo ważną funkcje. A mimo tej spójności, publiczność odbiera tą muzykę w tak skrajnie różny sposób!  Dlatego tak bardzo kocham jazz.

Aktualności


Dzisiaj jest: Poniedziałek
25 Września 2017
Imieniny obchodzą
Aureli, Aurelia, Aurelian, Franciszek,
Gaspar, Herkulan, Kamil, Kleofas,
Kleopatra, Ładysław, Piotr, Rufus,
Świętopełk, Wincenty, Władysław,
Władysława, Włodzisław

Do końca roku zostało 98 dni.
Zodiak: Waga